W pewnym momencie właściciel firmy z sześćdziesięcioma lokalizacjami powiedział mi: „Kiedy mieliśmy piętnaście punktów, wszystko działało idealnie."
Problem polegał na tym, że nadal zarządzał firmą jakby miała piętnaście. Znał wszystkich kierowników z imienia. Każdy problem rozwiązywał telefonem. Decyzje podejmował na korytarzu. I to naprawdę działało... dopóki nie przestało.
Telefon zaczął dzwonić bez przerwy. Kierownicy czekali na jego decyzje, bo nie mieli jasnych reguł na jakiej podstawie podejmować je sami. Właściciel pracował po czternaście godzin dziennie. Firma rosła. System zarządzania nie.
Piętnaście punktów: królestwo ludzi
Gdy sieć ma kilkanaście lokalizacji, całe zarządzanie opiera się na ludziach. I to jest w porządku. Szef zna każdego kierownika, wie kto jest solidny, kto wymaga nadzoru, kto ma potencjał. Problemy rozwiązuje się przy kawie. Informacja przepływa naturalnie, bo wszyscy się znają.
Na tym etapie kluczowa kompetencja to zarządzanie ludźmi. Dobry szef w małej sieci to ktoś, kto potrafi dobierać ludzi, motywować ich i budować relacje. System? Excel, dobra pamięć i telefon wystarczą.
To działa. Naprawdę działa. Do pewnego momentu.
Po czym poznać, że już jesteś za tą granicą
Ten moment przychodzi zawsze i prawie zawsze zaskakuje. Ale ma konkretne symptomy. Jeśli rozpoznajesz u siebie trzy lub więcej z tych sytuacji, prawdopodobnie już tam jesteś:
Wyniki poszczególnych lokalizacji zależą bardziej od konkretnego kierownika niż od standardu firmy. Ta sama promocja w jednym sklepie daje świetne wyniki, a w drugim leży, i nikt nie umie wyjaśnić dlaczego. Kierownik regionu zarządzający piętnastoma punktami fizycznie nie jest w stanie odwiedzić każdego częściej niż raz na dwa tygodnie. Regionalni nie mają wspólnego rytmu przeglądu wyników. Właściciel zatwierdza zbyt wiele decyzji operacyjnych, bo nie ma jasnej matrycy kto o czym decyduje.
To jest moment, w którym zarządzanie przez ludzi zaczyna zawodzić. Nie dlatego, że ludzie są gorsi. Dlatego, że skala przerasta pojemność ludzkiego mózgu i doby.
Przy 1200 aptekach Świata Zdrowia i ponad 3800 w całej sieci partnerskiej jedno mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem: nikt nie zarządza tym przez telefon.
Duża sieć: królestwo modelu
Na skali robimy coś fundamentalnie innego. Nie zarządzamy już ludźmi. Zarządzamy modelem działania. W praktyce ten model składa się z trzech rzeczy:
Standard operacyjny placówki, czyli jak wygląda „dobrze prowadzona lokalizacja" niezależnie od tego, kto akurat jest kierownikiem. Dashboard KPI, który pozwala porównywać lokalizacje ze sobą i reagować na odchylenia zanim staną się problemem. I jasna matryca decyzji: co decyduje lokalizacja, co region, co centrala.
To nie jest kwestia biurokracji. To jest kwestia przetrwania. Z mojego doświadczenia wiele polskich sieci handlowych nie robi tego przejścia świadomie. Rośnie, dopóki nie wejdzie w kryzys operacyjny. A sieć, która ma 200 lokalizacji i zarządza nimi jak dwudziestoma, wcześniej czy później ten kryzys zalicza.
Z mojego doświadczenia sieci ze świetnym modelem i przeciętnymi ludźmi mają często lepsze wyniki niż sieci z fantastycznymi ludźmi i kiepskim modelem. Bo system ciągnie ludzi do góry, zamiast ich hamować. Najlepsze sieci nie opierają wyniku na wyjątkowych ludziach. Mają model, w którym normalni ludzie podejmują dobre decyzje.
Pułapka w środku
Najtrudniej jest firmom, które utknęły pośrodku. Za duże, żeby zarządzać po staremu. Za małe, żeby uzasadnić pełną infrastrukturę. To jest moment, w którym wielu właścicieli traci cierpliwość i albo hamuje wzrost („nie będę się dalej rozwijał, bo nie daję rady"), albo rośnie na siłę i zalicza kryzys.
Rozwiązanie nie polega na wyborze „ludzie albo system". Polega na świadomym przejściu z jednego modelu zarządzania w drugi. I to przejście trzeba zaplanować zanim go potrzebujesz.
Od czego zacząć
Jeżeli masz kilkanaście lokalizacji i myślisz o wzroście, trzy rzeczy możesz zrobić w ciągu najbliższego miesiąca:
Spisz standard operacyjny jednej lokalizacji. Nie sto stron procedur. Jedną stronę: jak wygląda dobrze prowadzony punkt. Co musi się wydarzyć codziennie, co tygodniowo, co miesięcznie. Jeśli nie jesteś w stanie tego spisać, to jest Twój pierwszy problem.
Zdefiniuj 3-5 KPI, które pozwolą Ci porównywać lokalizacje ze sobą. Nie dwadzieścia. Trzy do pięciu. Takich, na które patrząc raz w tygodniu, wiesz czy jest dobrze.
Narysuj matrycę decyzji: co decyduje kierownik sam, co wymaga zgody regionu, co trafia do Ciebie. Jeśli wszystko trafia do Ciebie, to nie jest firma. To jest bardzo drogie stanowisko pracy.
Wzrost bez systemu to tylko większy bałagan. A jeśli twoja sieć działa tylko dlatego, że znasz wszystkich osobiście... to tak naprawdę nie masz sieci. Masz bardzo dużą grupę znajomych.