Jakiś czas temu opisałem na tej stronie wnioski z ośmiu prób wdrożenia systemu zarządzania i z projektów, które nie dowiozły obiecanej zmiany. Lista przyczyn była niezmienna od dekad: rozmyta potrzeba, brak decyzji po stronie biznesu, zakres puchnący w trakcie, sukces mierzony uruchomieniem systemu zamiast efektem w procesie.
Od tamtej pory w projektach zamieszkała AI. Mógłbym napisać aktualizację: która z tych przyczyn zniknęła? Odpowiedź jest krótka. Żadna. Zmieniło się co innego: cena każdego z tych grzechów rośnie, bo wszystko dzieje się szybciej.
Niejasność szybciej staje się produktem
W klasycznym projekcie źle opisane wymaganie miało długi okres inkubacji. Ktoś je czytał, ktoś szacował, ktoś dopytywał. Bywało, że absurd wychodził na jaw, zanim powstała linijka kodu, właśnie w tych rozmowach. Agent tak nie pracuje. Od zdania do prototypu przechodzi niemal natychmiast, a lukę wypełnia interpretacją. Dostajemy coś działającego technicznie, co bardzo przekonująco rozwiązuje niewłaściwy problem. Okres, w którym głupota jest tania, bo istnieje tylko na papierze, skrócił się prawie do zera.
Brak decyzji udaje postęp
Kiedyś niepodjęta decyzja zatrzymywała projekt. Bolało, ale było widać. Dziś projekt się nie zatrzyma: tam, gdzie człowiek nie zdecydował, maszyna przyjmie założenie i pojedzie dalej. Na wykresie przybywa wykonanej pracy, mimo że fundament wisi w powietrzu. Brak decyzji przestał wyglądać jak stój, a zaczął wyglądać jak postęp. To znacznie gorsze, bo rachunek przychodzi później i jest wyższy.
Antidotum jest nudne i skuteczne: rejestr decyzji z właścicielem, terminem i konsekwencją braku odpowiedzi. Założenie tymczasowe dostaje oznaczenie i datę wygaśnięcia. Inaczej stanie się trwałą architekturą tylko dlatego, że nikt go nie zakwestionował.
Artefakt to nie wynik
Z agentami da się uruchomić prawie wszystko i prawie zawsze. Produkcja kodu, dokumentów i raportów przestała być wąskim gardłem. Skoro tak, „system wystartował” znaczy dziś jeszcze mniej niż kiedyś. Zostały dwa pytania: czy proces działa lepiej i skąd to wiemy. Mierniki trzeba ustalić przed produkcją: czas przejścia sprawy, koszt obsługi, liczba poprawek, dostępność. Liczba ekranów, promptów i przeszkolonych osób mierzy aktywność, nie efekt.
Stare kompetencje zdrożały
Widać wzór. AI działa w projekcie jak dźwignia finansowa w spółce: wzmacnia wynik w obie strony. Dobrze zarządzany projekt z agentami przyspiesza w sposób, który trzy lata temu był nie do pomyślenia. Sam to przerabiam: rzeczy, na które kiedyś potrzebowałbym zespołu i kwartału, robię w tygodnie. Ale źle zarządzany projekt z agentami produkuje bałagan w równie przyspieszonym tempie, i to bałagan w pięknym opakowaniu, bo maszyna generuje bardzo przekonujące dokumenty.
Dlatego nie kupuję tezy, że AI unieważnia stare kompetencje projektowe. Jest odwrotnie. Dyscyplina wymagań, higiena decyzji, zarządzanie zakresem i pomiar efektu były ważne, kiedy błędy rosły powoli. Teraz, kiedy rosną szybko, przestały być dobrą praktyką, a stały się warunkiem przetrwania.
